Wysoki mezczyzna, ktory zawsze ma glowe skryta pod kapturem.

Na pierwszy rzut oka nie odruznia sie od nikogo. No moze poza tym,

ze czuc od niego las.

Wychowal sie w Mrocznej Knieji. Za ojca uwaza druida ktory odnalazl go pod drzewem. Jednak

nie przejal po nim wielkich talentow magicznych.

Zna dobrze zwierzeta, a one znaja jego. Zostal lowca, ktory czerpie z przyrody, ale w zamian

oddaje jej czesc siebie. Po dlugich latach wedrowki trafia do ksiestwa Nordocku. Jego lowieckie

zdolnosci zostaly przytepione przez miasto, ale nadal na dnie serca byl lowca.

Pewnego dnia, gdy pracowal, aby zrobic sobie luk zobaczyl go. Krasnoluda w pelnej zbroji

plytowej pomalowanej w cudowne wzory, ktory dzierzyl w swojej prawicy mlot, a w lewicy tarcze.

Calego obrazu dopelnial helm na glowie krasnoluda, ktory przypominal Bisonowi, glowe tego

dziwnego posagu na polanie Mrocznej Knieji. Wywiazala sie pomiedzy nimi rozmowa, ktora trwala dosc dlugo.

Bison zapragnal wtedy zostac Kapturem, rzemieslnikiem ktory nie ugnie sie przed zlem.

Robil luki, przez dlugie tygodnie, kul bron, az wkoncu przystapil do testu. Swoimi zdolnosciami

zadziwil rzemieslnikow, ktorzy go egzaminowali. Od tamtej pory wiodl zycie razem z Kapturami,

Ale nie wiedzial ze czas swiata dobiega konca.

Pozegnanie swiata bylo iscie krolewskie, ale po nim nie pamieta juz nic.

Nie wie ile znajdowal sie w ciemnosci, czy to byly lata, dni, godziny, nie jest w stanie tego okreslic.

Wie jedynie ze nie czol nic wtedy. Kompletnie nic. Ani glodu, ani zimna, ani bolu. Poprostu nic.

Nagle ciemnosc sie skonczyla i nastapil nagly blysk. Otworzyl oczy przyzwyczajajac je powoli do swiatla.

Po chwili zdal sobie sprawe ze lezy na trawie opodal strumienia, ktory uchodzil do morza.

Wstal powoli niepewny swych ruchow, ale cialo dzialalo sprawnie. Rozgladnal sie i zobaczyl

miasto. Miasto tetniace zyciem takim jakim je pamietal. Wyszeptal "Benzor ...". W jego glowie

kolataly sie pytania "Jak ?", "Dlaczego?", "Co sie ze mna stalo?". Ale porzucil je natychmiast

i udal sie wesolym krokiem razem ze sloncem, ktore tak kochal, aby poprostu zwiedzic na

nowo miasto. Lowca po chwili marszu rozesmial sie sam do siebie.