Tortury

© Jarosław Warylewski


| Zagadnienia wstępne | Definicje | Starożytność | Średniowiecze | Podstawy prawne |
| Obraz współczesny | Narzędzia tortur | Ordalia | Zdjęcia | Literatura | Przypisy |


Prace poświęcone zagadnieniom historyczno-prawnym z zakresu prawa karnego są prawdziwą rzadkością (pomimo bardzo bogatej literatury historyczno-prawnej o szerszym zakresie) (1). Brak jest całościowego opracowania dziejów polskiego prawa karnego, a prace poświęcone historii prawa, właśnie prawu karnemu poświęcają najmniej uwagi. Wiele pozycji pochodzi jeszcze z XIX w., część z nich ma charakter rozważań dogmatycznych, ograniczonych w swym znaczeniu do ściśle określonego czasu — tym samym są w istocie ahistoryczne. Często jest tak, że prace pisane przez historyków są mało interesujące dla karnistów, karniści zaś poświęcają najwięcej uwagi zagadnieniom, które z punktu widzenia nauk historycznych nie mają większego znaczenia. Tym samym wielkim problemem staje się wybór najbardziej odpowiedniej metody dla ukazania tych instytucji prawa karnego, które po części są nadal żywe i funkcjonują w ramach wielu obowiązujących systemów prawa karnego, po części zaś utraciły swe znaczenie dogmatyczne (niekoniecznie faktyczne) już wieki temu. Kary i tortury do takich właśnie instytucji należą i prezentując je w tej pracy postanowiłem dokonać połączenia metody historycznej i dogmatycznej. Ten swego rodzaju eklektyzm pozwala — jak sądzę — na swobodne ukazanie ewolucji kar i tortur bez rezygnacji z analizy dogmatycznej w poszczególnych, wybranych przypadkach. Taki jest też podstawowy cel tej pracy — zaprezentowanie wybranych środków prawa karnego z perspektywy ewolucyjnej by dzięki temu lepiej i łatwiej było zrozumieć niektóre współczesne przepisy karne.

Nie bez znaczenia jest też określenie kręgu potencjalnych czytelników. Większość prac z zakresu prawa karnego kierowana jest do ograniczonego kręgu profesjonalistów, bez szansy na dotarcie do szerszej grupy czytelników. Ta praca, przynajmniej w zamierzeniu autora, kierowana jest zarówno do studentów prawa jak i do tych którzy zainteresują się nią jedynie z ciekawości czy też w poszukiwaniu sensacji. Mam nadzieję, że oczekiwania jednych i drugich zostaną spełnione.

Studiowanie historii kar i tortur jest częścią procesu poznawania prawa karnego. Dotyka problemów związanych z racjonalizacją kary, penologią i filozofią prawa karnego. Nie omija zagadnień związanych z postępowaniem karnym, zwłaszcza jeżeli dotyczy okresu, w którym brak jeszcze wyraźnego podziału na zagadnienia materialne i procesowe. Studia te są z jednej strony fascynujące, z drugiej zaś dotykają problematyki makabrycznej i nieludzkiej tak bardzo, że tylko pragnienie ukazania prawdy, która być może przyczyni się do położenia kresu podobnym praktykom — może je usprawiedliwiać. Praca ta jest jedynie przyczynkiem, próbą ukazania dawnego i współczesnego oblicza tortur. Rozproszone informacje o stosowanych dawniej i dziś torturach są często fragmentaryczne, nieścisłe i sprzeczne ze sobą. Powodują petryfikację fałszywych wyobrażeń, tworzą raczej mitologię niż sprzyjają prawdziwemu poznaniu. Do wyjątków można zaliczyć tak rzetelne publikacje jak ta, która jest autorstwa prof. T. Maciejewskiego pt. „Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic" (wyd. Koszalin 1997).

C. Beccaria, w swym słynnym dziele „O przestępstwach i karach", już w 1764 r. podjął próbę rozprawienia się z torturami, powszechnie do tego czasu stosowanymi. Pisał (2), że „Tortury stosowane względem oskarżonego w czasie postępowania sądowego są u większości narodów okrucieństwem, które uświęcił zwyczaj. Oskarżonego poddaje się mękom dlatego, żeby wymóc na nim przyznanie się do winy, lub dlatego, że jego zeznania zawierają sprzeczności; poddaje się go mękom w celu ujawnienia wspólników lub w imię potrzeby jakiegoś metafizycznego i trudnego do zrozumienia oczyszczenia się z zarzutu niesławy; wreszcie poddaje się go mękom dlatego, żeby ujawnił inne przestępstwa, o które się go wprawdzie nie oskarża, lecz o które mógłby być oskarżony". Podnosił, że tortury nie mogą być traktowane jako swoisty „tygiel prawdy". Stawiał znak równości między torturami a tzw. Sądem Bożym, gdzie w wyniku próby ognia, wrzącej wody, wagi, szpilek lub łez — miała się ujawnić prawda. Nie znajdował żadnego usprawiedliwienia, żadnego argumentu, który by przemawiał za utrzymywaniem i stosowaniem tortur jako narzędzia mającego służyć wymierzaniu sprawiedliwości.

Za swego rodzaju definicję tortur można uznać przepis artykułu 1 Konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. W myśl tego przepisu tortury to: każde działanie, którym jakiejkolwiek osobie umyślnie zadaje się ostry ból lub cierpienie, fizyczne bądź psychiczne, w celu uzyskania od niej lub od osoby trzeciej informacji lub wyznania, w celu ukarania jej za czyn popełniony przez nią lub osobę trzecią albo o którego dokonanie jest ona podejrzana, a także w celu zastraszenia lub wywarcia nacisku na nią lub trzecią osobę albo w jakimkolwiek celu wynikającym z wszelkiej formy dyskryminacji, gdy taki ból lub cierpienie powodowane są przez funkcjonariusza państwowego lub inną osobę występującą w charakterze urzędowym lub z ich polecenia albo za wyraźną lub milczącą zgodą. W ramach tak zakreślonej definicji nie znalazły się sytuacje, w których ból (cierpienie) wynika jedynie z przewidzianych przez prawo karne sankcji, a ich stosowanie wiąże się nierozerwalnie z bólem (cierpieniem), bądź jest wywoływany przez nie (te sankcje) — jedynie przypadkowo.

Jednak nawet w przypadku, gdyby ustawodawstwo jakiegoś państwa przewidywało sankcję karną (karę, środek karny czy też specjalny tryb — sposób — ich wykonywania) będącą w istocie swej torturą — to stosowanie takiej sankcji należałoby zakwalifikować jako nielegalne z punktu widzenia prawa międzynarodowego, w szczególności na zasadzie przepisu art. 7 Międzynarodowego paktu praw obywatelskich i politycznych (Nowy Jork, 1966 r.), który oprócz zakazu stosowania tortur (nie podając ich definicji) zabrania rownież: okrutnego, nieludziego albo poniżającego traktowania lub karania. Pomijając szczególne (niezwykle rzadkie jak sądzę) sytuacje, w których powołana wyżej definicja mogłaby okazać się zbyt wąska — definicja ta wskazuje na istotę tortur nie tylko we współczesnym świecie, ale ma również walor ponadczasowy. Umożliwia kwalifikowanie ludzkich zachowań jako przejawów stosowania tortur równie dobrze w okresie średniowiecza, jak i współcześnie.


Stosowanie tortur, występujące nadal w wielu krajach świata, jest zakazane zarówno przez umowy międzynarodowe jak i przez przepisy „wewnętrznego" prawa polskiego. Tortury potępiane przez społeczność międzynarodową są piętnowane od wielu lat przez pozarządową organizację Amnesty International. Poniżej wyliczenie tych — wspomnianych wyżej — aktów prawnych wraz ze wskazaniem odpowiednich przepisów (o ile to konieczne). Wskazane zostały również te przepisy, które choć nie mają zasadniczego znaczenia dla delegalizacji tortur, wiążą jednak z nimi określone konsekwencje prawne.

  1. Konwencja w sprawie zakazu stosowania tortur oraz innego okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych 10.12.1984 r. Konwencja ta została ratyfikowana przez Polskę i jej postanowienia weszły w życie 25 sierpnia 1989 r. (Dz. U. Nr 63, poz. 378).
  2. Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności sporządzona w Rzymie 04.11.1950 r. Konwencja ta została ratyfikowana przez Polskę i jej postanowienia weszły w życie 19.01.1993 r. (Dz. U. Nr 61, poz. 284). Artykuł 3 tej konwencji stanowi: „Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu".
  3. Europejska konwencja o zapobieganiu torturom oraz nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu sporządzona w Strasburgu 26.11.1987 r. Konwencja ta została ratyfikowana przez Polskę i jej postanowienia weszły w życie 01 lutego 1995 r. (Dz. U. Nr 46, poz. 238). Konwencja ta jest wykonaniem art. 3 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Ma w głównej mierze charakter proceduralny.
  4. Międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych otwarty do podpisu w Nowym Jorku 19.12.1966 r. Pakt ten został ratyfikowany przez Polskę i jego postanowienia zaczęły obowiązywać 18.06.1977 r. (Dz. U. Nr 38, poz. 167). Artykuł 7 tego paktu stanowi: „Nikt nie będzie poddawany torturom lub okrutnemu, nieludzkiemu albo poniżającemu traktowaniu lub karaniu. W szczególności nikt nie będzie poddawany, bez swej zgody swobodnie wyrażonej, doświadczeniom lekarskim lub naukowym".
  5. Artykuł 40 Konstytucji RP (Dz. U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483) stanowi: „Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych".
  6. Artykuł 4 § 1 kodeksu karnego wykonawczego (Dz. U. z 1997 r. Nr 90, poz. 557) stanowi: „Kary, środki karne, zabezpieczające i zapobiegawcze wykonuje się w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej skazanego. Zakazuje się stosowania tortur lub nieludzkiego albo poniżającego traktowania i karania skazanego".
  7. Artykuł 123 § 2 kodeksu karnego (Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553) stanowi: „. Kto, naruszając prawo międzynarodowe, powoduje u osób wymienionych w § 1 (m. in. ranni, chorzy, jeńcy wojenni, ludność cywilna — przyp. moje) ciężki uszczerbek na zdrowiu, poddaje te osoby torturom, okrutnemu lub nieludzkiemu traktowaniu, dokonuje na nich, nawet za ich zgodą, eksperymentów poznawczych, używa ich do ochraniania swoją obecnością określonego terenu lub obiektu przed działaniami zbrojnymi albo własnych oddziałów lub zatrzymuje jako zakładników, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze 25 lat pozbawienia wolności".
  8. W ustawie o cudzoziemcach (Dz. U. z 1997 r. Nr 114, poz. 739) za bezpieczny kraj pochodzenia uznano (art. 4, pkt 10) jedynie taki, w którym nikt nie jest poddawany torturom. Zaś zgodnie z art. 53 ustawy — cudzoziemca nie wolno wydalić do państwa, w którym mógłby być poddany torturom.
  9. Konwencja o prawach dziecka przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych w dniu 20 listopada 1989 r. (Dz. U. z 1991 r. Nr 120, poz. 526), w art. 37 zobowiązuje wszystkie państwa do zapewnienia każdemu dziecku wolności od m.in. tortur.
  10. Zakaz stosowania tortur został również przewidziany w Konwencjach o ochronie ofiar wojny (podpisane w Genewie 12 sierpnia 1949 r. — Dz. U. z 1956 r. Nr 38, poz. 171), a w międzynarodowej konwencji o zwalczaniu i karaniu zbrodni apartheidu (Dz. U. z 1976 r. Nr 32, poz. 186), poddawanie torturom zostało uznane za „zbrodnię apartheidu".

Próby (Ordalia - Iudicia Dei)

W zasadzie nie miały charakteru tortur, choć niektóre ich elementy mogły powodować ból i cierpienie, co m.in. uzasadnia ich omówienie przy okazji zajmowania się torturami. Ordalia stanowiły rozwiązanie problemów związanych z udowodnieniem oskarżonemu popełnienia przestępstwa (choć były stosowane również w sprawach cywilnych). Znane już ludom pierwotnym, sięgające korzeniami czasów pogańskich, zostały zaakceptowane i utrwalone w okresie chrześcijaństwa. W sposób pośredni umacniały pozycję kościoła. Formalnie, od 1215 r. na mocy decyzji soboru — ordalia zostały zakazane. Już wtedy zapewne, przynajmniej wśród części społeczeństwa, zdawano sobie sprawę, że ich wynik zależy od przypadku, a uzyskanie pomyślnego (wyniku) dla oskarżonego mogło być właściwie tylko wynikiem oszustwa (przekupstwa). Mimo to sprawowano je nadal, z udziałem duchownych oczywiście (święcenie mieczy, wody; odprawianie mszy, modłów i egzorcyzmów). Ta zupełnie nieracjonalna metoda dowodowa, opierająca się w dużej mierze na zabobonie i ciemnocie, musiała być jednak na swój sposób skuteczna, skoro ordalia przetrwały aż do XV w. (3) (w Polsce zanikają w XIV w.). Uzasadnieniem sądów bożych było przekonanie, że Bóg nie dopuści do skrzywdzenia osoby niewinnej, winną prędzej czy później musiała dotknąć „boska sprawiedliwość".

Ten środek dowodowy mógł mieć charakter jedno lub dwustronny. Do najczęściej stosowanych należały: pojedynek (np. na miecze), losowanie, próba krzyża, ognia lub wody (zimnej lub gorącej), rozpalonego żelaza, poświęconego kęsa, komunii (4). Tylko pojedynek i próba krzyża miały charakter dwustronny. Poszczególne próby mogły się różnić co do zasad przeprowadzania i sposobu oceny ich wyników w zależności od miejsca i czasu, w którym były przeprowadzane. Znaczną odmiennością od sądów bożych przeprowadzanych na kontynencie wyróżniały się ordalia angielskie. Oskarżony powinien być poświęcony przez kapłana, pościć przez trzy dni, w czasie sądu odmawiano specjalne modlitwy. Niektóre osoby (szlachta, duchowni) mogły wyręczać się zastępcą (tzw. mistrzem), który zamiast oskarżonego poddawany był próbie lub brał udział w pojedynku. Wynik próby miał charakter ostateczny i niepodważalny, nie podlegał zaskarżeniu czy też powtórzeniu. Sądy boże były środkiem dowodowym, elementem postępowania sądowego (kanonicznego oraz opartego na prawie niemieckim — Gottesurteile ordalia), ale były też widowiskiem, które cieszyło się znaczną popularnością i przyciągało tłumy spragnione rozrywki.

Próba gorącej wody (iudicium aquae ferventis) — oskarżony musiał włożyć dłoń (po nadgarstki, a przy poważniejszych sprawach po łokcie) do naczynia (najczęściej kotła) z gorącą wodą i wyjąć przedmiot (najczęściej kamień zawiązany na sznurku) leżący na jego dnie. Poparzona dłoń (sposób gojenia się ran — rękę bandażowano i pieczętowano, stan ręki sprawdzano po trzech dniach) była dowodem winy lub niewinności. Do wyjątków należy zaliczyć stosowanie wrzącego oleju zamiast wody.

Próba rozpalonego żelaza (iudicum ferri igniti) — oskarżony musiał zrobić kilka (najczęściej dziewięć; od 3 do 5 m) kroków niosąc w dłoni kawałek rozpalonego do czerwoności żelaza (o ustalonym ciężarze — od 0.5 do 1.5 kg; ciężar zależał od „wagi" czynu, o który oskarżano). Inna wersja tej próby polegała na stąpaniu bosymi stopami po rozpalonych węglach (pługach, lemieszach). Brak poparzeń (sposób gojenia się ran — rany otwarte lub zabliźnione) był dowodem niewinności.

Próba ogniowa — stosowana w procesach o czary, przewidziana w podręczniku „Młot na czarownice", polegała na obowiązku przejścia przez podejrzaną pomiędzy dwoma płonącymi stosami drewna. Stosowana rzadko wobec poglądu, że ogień jest żywiołem szatana, może on więc uchronić swe wyznawczynie przed ogniem. Jej odmiana sprowadzała się do opisanej wyżej próby rozpalonego żelaza.

Próba zimnej wody (examen aquae frigidae) — oskarżonego (ze związanymi kończynami) wrzucano do wody. Jeżeli tonął — był uznawany za niewinnego, gdyż woda jako żywioł czysty nie mogła przyjąć zbrodniarza. Oskarżony trzymany był na linie (sznur mógł być obwiązany np. wokół pasa), musiał się zanurzyć na określoną głębokość, która była wyznaczana przez węzeł zawiązany na linie. Suchy węzeł był więc dowodem winy. Próba ta nazywana niekiedy pławieniem, stosowana zwłaszcza wobec kobiet posądzanych o czary, kończyła się prawie zawsze dla niewiast tragicznie. Obszerne spódnice (suknie) utrzymywały ciało na wodzie niczym koło ratunkowe. Pławienia, jako odmiana próby wody stosowane były w czasach tzw. trybunałów inkwizycyjnych (inquisitiones haereticae pravitatis). Trybunały te powstały w XIII w., współdziałały z władzami świeckimi tropiąc i karząc wszelkie wiarołomstwo. W szczególności dotyczy to tzw. „Świętej Inkwizycji" — sądownictwa specjalnego do spraw czystości wiary, powołanego w Hiszpanii w czasach panowania Ferdynanda i Izabeli. Inkwizytorów mianował król, papież zatwierdzał powołanych. Inkwizytorzy korzystali szeroko z dziełka znanego pod tytułem „Młot na czarownice", autorstwa H. Kramera i J. Sprengera. Zgodnie z tym „podręcznikiem" podejrzaną o czary wiązano w ten sposób, że prawy kciuk przywiązywano do lewej stopy (wiązanie w tzw. kozła polegało na związaniu lewej ręki z prawą nogą i prawej ręki z lewą nogą), a dopiero potem zanurzano w wodzie. Pozycja ta również utrudniała zanurzenie, nie przeszkadzało to jednak negować skuteczności takiej próby. Mimo tego została zastosowana w Polsce, w 1775 r., w Doruchowie, podczas ostatniego procesu o czary. Jak podaje T. Maciejewski, nawet w XIX w. dochodziło do pławienia. W 1836 r. potraktowano w ten sposób kaszubkę, Krystynę Ceynowę z Chałup, topiąc ją ostatecznie w morzu (5).

Jedna z odmian tej próby polegała na wrzucaniu podejrzanej osoby w zawiązanym worku do wody, inna (stosowana w procesach o czary) — zwana topnieniem(6) — polegała na umieszczeniu (całkowitym zanurzeniu) podejrzanej w beczce wypełnionej święconą wodą, uprzednio przecedzoną przez płótno. Później ponownie przecedzano wodę w poszukiwaniu śladów na płótnie, mających świadczyć o winie.

Próba wagi — stosowana głównie w procesach o czary. Jeżeli oskarżony był cięższy niżby to wynikało z odpowiednich tabel — był winien. Czarownice miały być ponoć „lekkie jak pierze". Podejrzana o czary musiała się rozebrać (podobnie jak przy próbie szpilkowej, co jest znamienne, gdyż mężczyźni nie byli narażeni na konieczność prezentowania swego nagiego ciała), podlegała dokładnym oględzinom w poszukiwaniu ukrytych ciężarków. Niekiedy zamiast odważników, na drugiej szali umieszczano biblię. Tylko wtedy gdy waga pozostawała w równowadze, poddawany próbie mógł być oczyszczony z zarzutów (7) i otrzymywał certyfikat zaświadczający o wyniku próby.

Pojedynek sądowy (iudicium pugnae) — przeprowadzany był na miecze wśród rycerstwa, na kije wśród chłopstwa. Najczęściej był to pojedynek pieszy, bardzo rzadko konny (z lancą). Niekiedy walczono przy użyciu maczug i tarcz. Bardzo rozpowszechniony, stosowany najdłużej. Zabicie przeciwnika w takim pojedynku pozostawało bezkarne. Zwycięzca dowodził swej racji (uzyskiwał tzw. bliższość w dowodzie).

Próba znamienia (znaku, szpilek) — podejrzanego o czary rozbierano, golono i przywiązywano do krzesła. Otwierano drzwi prowadzące do pomieszczenia gdzie się znajdował i oczekiwano na przybycie jakiegoś zwierzęcia (wierzono, że uprawiający czary ma swego opiekuna — diabła — pod postacią zwierzęcą. Gdy pojawiła się mysz, szczur, a nawet owad — był to znak wystarczający. Inkwizytor poddawał wtedy ciało drobiazgowym oględzinom w poszukiwaniu znamienia (pieczęci, stygmatu diabelskiego), mającego zaświadczać o układach z szatanem. Gdy je znalazł — o co nietrudno — nakłuwał szpilką (często nożem o chowającym się ostrzu). Nakłucie nie powinno powodować krwawienia ani bólu. Jak pisze J. Czechowicz „że luboby igła w to miejsce utknęła i aż do kości przeszła, jednak czarownica żadnego bolu nie czuje ani krew nie płynie" (8).

Próba losowania — czysty przypadek, los (fortuna) wskazywał na tego kto ma rację. Ręka boska kierująca losem nie mogła się przecież mylić. Prawo frankońskie przewidywało próbę losowania wtedy, gdy przestępstwo zostało popełnione podczas zbiegowiska, wśród tłumu i istniały trudności ze wskazaniem podejrzanego.

Próba krzyża (iudicium crucis) — obie strony procesu stawały pod krzyżem z uniesionymi do góry rękoma. Kto pierwszy opuścił ręce — przegrywał. Próba ta stosowana była najczęściej w sporach między małżonkami, mogła zastąpić pojedynek, przeznaczona dla osób w podeszłym wieku (chorych) i lękliwych.

Próba marów — oskarżony o zabójstwo, chcąc uwolnić się od podejrzeń powinien trzykrotnie obejść zwłoki na kolanach, całować je za każdym okrążeniem i przysięgać, że jest niewinny. Jeżeli rany zmarłego nie zmieniły się — próba kończyła się pomyślnie dla oskarżonego.

Próba poświęconego kęsa; chleba, sera (iudicium offae, iudicium panis et casei) — obok próby krzyża i komunii należała do najłagodniejszych ordalii. Połknięcie kęsa bez zakrztuszenia było wystarczającym dowodem niewinności.

Próba komunii (examen corporis et sanquinis Dei) — podobna do próby kęsa. Nawet gdyby zbrodniarz przyjął bez zadławienia komunię, powinien był zostać natychmiast ukarany śmiercią przez Boga. Jeżeli nie padł martwy tzn. że był niewinnie oskarżany.

Próba łez — stosowana przy podejrzeniach o czary. Z wymienionych wyżej prób, w procesach czarownic stosowano pięć: szpilkową, ogniową, wagową, wodną i tu omawianą. Wyprzedzały one następujące później tortury — konieczne gdy mimo pozytywnego wyniku próby brak było przyznania się do winy. Próba łez opierała się na przeświadczeniu, że czarownice nie są zdolne do ronienia łez. Inkwizytor zaklinał podejrzaną na łzy Jezusa Chrystusa, by choć jedną łzę uroniła jeśli jest niewinna. Nawet gdy podejrzana, przerażona czy zemdlona zapłakała, można to było przypisać sprawkom szatana. Wtedy należało poddać badaną następnej, innej już próbie.


Średniowiecze - tortury

Już samo uwięzienie (w oczekiwaniu na proces) było torturą. Zatrzymanego wiązano w tzw. kozioł (dłonie przywiązywano sznurem lub łańcuchami do stóp), w pozycji siedzącej lub klęczącej. Pomiędzy ręce i nogi wsuwano drąg, pomagał on w przenoszeniu uwięzionego, a skulone plecy nadawały się doskonale do smagania powrozami. Czasami, dodatkowo, przywiązywano ofiarę do słupka, umieszczano w beczce lub zakuwano w dyby. Stosowano też przykuwanie do krzyża, ścian i innych przedmiotów. Niektóre lochy miały specjalnie przygotowane, niezmiernie ciasne wnęki, w które wciskano człowieka i zamykano za nim drzwi. Do wiązania (krępowania) używano lin (powrozów), skórzanych pasów lub kajdan żelaznych.

Prawo zwyczajowe (w Polsce) zakazywało stosowania tortur wobec dzieci poniżej lat 14, starców którzy ukończyli lat 60, kobiet ciężarnych i ludzi chorych (w tym psychicznie). Gdy jednak choroba psychiczna potraktowana została jako znak opętania, stan taki nie był przeszkodą do torturowania. Również szlacheckie pochodzenie, stan duchowny, zajmowanie wysokiego urzędu lub posiadanie wykształcenia były przeszkodami do stosowania tortur w przypadku większości inkryminowanych czynów. Przeszkody te pozbawione były znaczenia, gdy w grę wchodziły przestępstwa polityczne.

Tortury rozpoczynano w godzinach porannych, torturowany nie otrzymywał wcześniej posiłku. Katownie (sale, izby tortur) miały grube mury i umieszczane były chętnie w podziemiach. Zapobiegało to wydostawaniu się krzyków torturowanych na zewnątrz.

Nie wszystkie stosowane tortury miały swą podstawę prawną. Bartłomiej Groicki tak opisuje nadużycia oprawców w podręczniku z 1630 r. pt. Porządek sądów miejskich: „które złoczyńcom bywają zadawane więcej z wymysłu sędziów niebacznych (chodzi o męki — przyp. moje), a z okrucieństwa katowskiego , niż wedle prawa: jako wodą, octem, laniem wrzącego oleju w gardło, smarowanie siarką, smołą gorącą, słoniną, głodem, pragnieniem wielkim przyłożeniem na pępek myszy, sierszeni, albo jakich innych jadowitych chrobaków, nakrytych bańką, ażeby tak, gdyby wyniśdź nie mogli, ciało cierpiącego dręczyli, jako też złoczyńcę ku ławie przywiążą, nogi jego słoną wodą pomażą, potem kozę przywiodą, która rada sól jada, aby pięty onego złoczyńcy lizała, który ból powiadają być okrutny bez obrażenia cielesnego".

Skutkiem tortur było najczęściej okaleczenie (trwałe lub przemijające), niekiedy śmierć.


Narzędzia tortur

Chociaż można sprawić człowiekowi ból i cierpienie bez stosowania specjalnie dla tego celu przeznaczonych narzędzi, wykorzystując jedynie te, których naturalne przeznaczenie jest zgoła inne, (np. piły, młotki, gwoździe, szpilki, igły, nożyce, szydła, noże, sidła, wnyki, dłuta, cęgi, pilniki, kłódki, skrzynie, liny, drągi, prasy, a nawet sól i pieprz lub instrumenty muzyczne) to — naganna w tym przypadku — ludzka inwencja i wyobraźnia doprowadziła do powstania wielu specjalnie w tym celu skonstruowanych przedmiotów. Część z nich można zaliczyć jedynie do zabytków archeologicznoprawnych, część — niestety — wykorzystywana jest współcześnie. Należy zaznaczyć, że rozróżnienia wymagają (pomimo braku do końca ostrej granicy) narzędzia tortur od narzędzi związanych z wykonywaniem orzeczonych kar.

Tron dziewiczy (konfesjonał, zwany też krzesłem czarownic lub inkwizytorskim) — krzesła te wyposażone były w kolce — drewniane lub metalowe — i uchwyty (zapięcia) służące unieruchomieniu ofiary (rąk, nóg i głowy). Krzesła metalowe mogły być, dla wzmocnienia tortury, dodatkowo podgrzewane (np. za pomocą specjalnego paleniska umieszczonego w konstrukcji krzesła). Wymuszenie w ten sposób przyznania się do popełnienia zarzucanego czynu mogło trwać od kilkunastu minut do kilkunastu dni. Zdarzało się — tak jak w przypadku innych tortur — że zwieńczeniem tortury było nie przyznanie się do winy, ale śmierć ofiary (na skutek usmażenia żywcem lub z doznanych ran). Dla uzyskania pożądanego efektu, ofiary sadzano na takim krześle nago. Kolce wbijały się w ciało, a unieruchomiona ofiara bywała często poddawana dodatkowym torturom - szarpanie kleszczami, przypalanie, chłosta.

Gruszka — specjalnie skonstruowane, bardzo wymyślne, metalowe narzędzie, dzięki któremu — za pomocą mechanizmu sprężynowego lub śrubowego — można było je wkładać w naturalne otwory ciała, a następnie powodować rozwieranie się tego narzędzia (dokręcano uchwyt śrubowy lub zwalniano sprężynę, co powodowało uruchomienie najczęściej trzech elementów). Mechanizm sprężynowy działał na podobnej zasadzie co w automatycznie otwierającym się parasolu. Stosowana doustnie uniemożliwiała ofierze wydobycie głosu, a tym samym „załatwiała problem" jęków i krzyków torturowanej w inny sposób ofiary. Zaopatrzona w ostrza była samoistną torturą kaleczącą (niekiedy rozrywającą) wnętrze ciała. Wkładana do ust mogła być też karą za czyny popełnione poprzez wyrażanie sądów i opinii (np. pomówienie, bluźnierstwo, wystąpienia przeciwko wierze). Istniały też specjalne gruszki doodbytnicze i dopochwowe (zdecydowanie większych rozmiarów). Gruszki dopochwowe stosowano wobec kobiet oskarżanych o stosunki płciowe z szatanem lub osobami, które były jego uczniami. Gruszki doodbytnicze przeznaczone były dla homoseksualistów oraz winnych zbrodni sodomii.

Dyby (w jęz. niemieckim Dieb oznacza złodzieja, co może wskazywać na źródłosłów tej nazwy) — dwa duże kloce drewna, położone jeden na drugim i następnie skręcane śrubą. W każdym klocu wyżłobione były otwory, odpowiednio na głowę i ręce lub nogi. Po odsunięciu górnego kloca ofiara wkładała swe członki w przygotowane wyżłobienia, następnie opuszczano kloc górny i przykręcano śruby. Ponieważ szerokość dłoni, stóp czy też głowy była większa niż wydrążonych otworów, nie sposób się było wyswobodzić z takiego zamknięcia. Dyby zakładano na ręce i głowę, niekiedy tylko na nogi. Gdy przymocowany dyby na pewnej wysokości, przenoszącej wzrost ofiary, a zakuto tylko nogi, zakuty miał nogi u góry, a głowa zwisała swobodnie w dół, co nie było pozycją wygodną.

Beczka — w beczce wycinano otwory na ręce i nogi. Ofiara związana w kozła była w beczce umieszczana i aby zapobiec wciągnięciu członków do środka, między nogi i ręce wsuwano kij drewniany. Ofiara klęczała w tej niewygodnej, przynoszącej cierpienie, pozycji w oczekiwaniu na inne tortury lub na rozpoczęcie procesu (wtedy gdy był to jedynie sposób uwięzienia czy unieruchomienia).

Ława do wyciągania (łoże sprawiedliwości) — była stosowana powszechnie i stanowiła niezbędny element wyposażenia izby (sali) tortur. Torturowany kładziony był na długiej ławie (przypominała ona stół lub pryczę na niezbyt wysokich nogach), jego ręce — wyciągnięte w tył — były przywiązywane (za przeguby) u jednego krańca. Z drugiej strony ławy mocowano na linie nogi (za kostki). W zależności od konstrukcji ławy — występowało bowiem wiele odmian — albo ręce albo nogi były przywiązywane do ruchomego walca, za pomocą którego (najczęściej używając kołowrota) skręcano sznur co wyciągało ciało torturowanego w przeciwnych kierunkach. Pod plecy podkładano tzw. jeża, tj. krążki albo wałki nabite gwoźdźmi, które w czasie wyciągania obracały się pod skazańcem i raniły mu plecy, szarpiąc i wyrywając kawałki ciała. Unieruchomienie i pozycja skazańca sprzyjały dodatkowemu dręczeniu przez przypalanie lub wyrywanie części ciała za pomocą cęgów. Przypalanie mogło polegać na używaniu specjalnych pochodni z rozpaloną smołą lub siarką, świec, topionego łoju, rozpalonych blach albo węgli lub podpalaniu rozlanego uprzednio na ciele spirytusu. Ulubionym miejscem do przypalania były pachy lub boki skazańca. Stosowano też wlewanie gorącego oleju do gardła lub kropienie piersi i pach gorącą siarką.

Żelazna dziewica (zwana też norymberską) — pudło o rozmiarach dopasowanych do ciała ludzkiego, wyposażone w ostre kolce umieszczone na wewnętrznej stronie podwójnych drzwi, które zamykano za skazańcem. Być może żelazne dziewice stanowiły jedynie tzw. płaszcz hańbiący, pozbawiony głowy i kolcy (sztyletów) wmontowanych wewnątrz. Nieżyjący już polski historyk, prof. Witold Maisel, twierdził w swym znakomitym dziele pt. Archeologia prawna Polski (9), że głowa i sztylety są XIX wiecznym dodatkiem, który miał „budzić dreszcz grozy u zwiedzających". Prof. T. Maciejewski nie podnosi tej wątpliwości, a dorabianie ostrz tłumaczy rekonstrukcją w celu lepszego wyeksponowania zabytku. Wyraża opinię wedle której „Od wewnątrz każda z części posiadała ostre narzędzia w postaci noży lub mieczy. Ich umiejscowienie było wymyślne, gdyż każde z nich raniło, ale nie uszkadzało trwale ważnych organów ludzkich. Dwa z tych ostrzy wbijały się w oczy, inne w biust i korpus, a pozostałe po zamknięciu w plecy. Podłoga maszyny była pusta, ewentualnie posiadała pasy lub dziury, które umożliwiały odpływ krwi lub wody wlewanej przez specjalne szczeliny dla szybszego wykrwawienia się ofiary" (10). Przytoczony opis dotyczy machiny skonstruowanej w Norymbergii. Istniały różne podobne konstrukcje. Były wykonywane nie tylko z blachy, znane zą „dziewice" z kamienia (Drezno), z drewna (Moguncja). Kopia dziewicy norymberskiej znajduje się w Museo Criminale w Rzymie (bez noży w środku). Wątpliwości co do rzeczywistego charakteru „dziewic" — czy służyły jedynie do unieruchomienia podejrzanego, pozbawienia go wolności, czy też były narzędziem tortury, kaleczącym i niosącym śmierć — czekają nadal na wyjaśnienie.

CIĄG DALSZY NASTĄPI!!!


Rysunek ten ukazuje tzw. tron dziewiczy (konfesjonał, zwany też krzesłem czarownic lub inkwizytorskim ) - specjalnie skonstrowane krzesło, całe obite ostrymi gwoździami. To narzędzie tortur można do dziś oglądać w wielu muzeach.


Zdjęcie przedstawia gruszkę dopochwową.


Wybrana literatura przedmiotu:

  1. Abraham W.: Proces inkwizycyjny w ustawach Innocentego III i we współczesnej nauce, Kraków 1887.
  2. Balzer O.: Przewód sądowy polski w zarysie, Lwów 1935.
  3. Baran Kazimierz: Tortury w angielskim procesie karnym, Czasopismo Prawno-Historyczne, t. XXXI, z. 2, Poznań 1974.
  4. Baran Kazimierz: Z dziejów prawa karnego Anglii. Między renesansem a oświeceniem XVI-XVIII w., Kraków 1996.
  5. Baranowski A.: Procesy czarownic w Polsce XVII i XVIII wieku, Toruń 1988.
  6. Baschwitz K.: Czarownice. Dzieje procesów o czary, Warszawa 1971.
  7. Borucki M.: Temida staropolska, Warszawa 1979.
  8. Czechowicz Jakub: Praktyka kryminalna, to jest wzór rozważnego i porządnego spraw kryminalnych sądzenia, Chełmno 1769.
  9. Farrington Karen: Historia kar i tortur, Warszawa 1997.
  10. Frankowski S.: Wina i kara w angielskim prawie karnym, Warszawa 1976.
  11. Hendelsman Marceli: Kara w najdawniejszym prawie polskim, Warszawa 1908.
  12. Koranyi K.: Powszechna historia państwa i prawa, Warszawa 1961 (t. I), 1963 (t. II), 1966 (t. III), 1967 (t. IV).
  13. Koranyi K.: Ze studiów nad wierzeniami w historii prawa karnego. Beczka czarownic, Lwów 1928.
  14. Krzymuski E.: Wykład prawa karnego ze stanowiska nauki i prawa austriackiego, wyd. 2, t. 1-2, Kraków 1901.
  15. Łaszewski R.: Wiejskie prawo karne w Polsce XVII i XVIII wieku, Toruń 1988.
  16. Maciejewski T.: Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic, Koszalin 1997.
  17. Maciejewski T.: Wilkierze miasta Torunia, Poznań 1997.
  18. Maisel W.: Archeologia prawna Europy, Warszawa-Poznań 1989.
  19. Maisel W.: Archeologia prawna Polski, Warszawa-Poznań 1982.
  20. Maisel W.: Dawne polskie prawo karne miejskie od połowy XV do przełomu XVIII wieku, Warszawa-Toruń 1966.
  21. Osuchowski W.: Prawo antyczne, Kraków 1951.
  22. Papierkowski Z.: Proces karny w starożytności greckiej i rzymskiej, Roczniki Human. Tow. Nauk. KUL 1957, IV.
  23. Putek Józef: Mroki średniowiecza, Warszawa 1985.
  24. Rafacz J.: Dawne polskie prawo karne. Część ogólna, Warszawa 1932.
  25. Rafacz J.: Dawny proces polski, Warszawa 1925.
  26. Rosenblatt J.: Wykład austryackiego procesu karnego, Kraków 1884.
  27. Salmonowicz S.: Feuerbach — narodziny nowoczesnej doktryny prawa karnego, CPH, 16 : 1964, 1.
  28. Salmonowicz S.: Prawo karne oświeconego absolutyzmu, Toruń 1966.
  29. Sobociński W.: Ze studiów nad historią prawa karnego w Polsce porozbiorowej, CPH, 11 : 1959, 2.
  30. Sójka-Zielińska K.: Historia Prawa, Warszawa 1981.
  31. Szerer M.: Sądownictwo angielskie, Warszawa 1959.
  32. Wawrzeniecki Marian: Krwawe widma. Ciekawe procesy, tortury i osobliwe egzekucje, Warszawa 1909.
  33. Winiarz A.: Sądy boże w Polsce, 1891.
  34. Zaremska H.: Niegodne rzemiosło. Kat w społeczeństwie polskim XIV-XVI w., Warszawa 1986.
  35. Ząbkowic Stanisław: Młot na czarownice, Dubno-Kraków 1614.

Przypisy

(1) Stwierdzeniu temu nie przeczy istnienie prac o charakterze fundamentalnym, wybitnym , stanowiących ogromny wkład do nauk historyczno-prawnych. Wystarczy wskazać na prace prof. K. Koranyiego czy też prof. S. Salmonowicza.

(2) C. Beccaria: O przestępstwach i karach, Warszawa 1959, s. 100 i n.

(3) Por. S. Płaza: Historia prawa w Polsce na tle porównawczym, Kraków 1997, s. 466.

(4) Por. K. Koranyi: Powszechna historia prawa, Warszawa 1976, s. 101 i n.

(5) Por. T. Maciejewski: Narzędzia tortur, sądów bożych i prób czarownic, Koszalin 1997, s. 119.

(6) Por. Z. Naworski: Prawo karne i proces Polski przedrozbiorowej, s. 113.

(7) Por. K. Farrington: Historia kar i tortur, Warszawa 1997, s. 58.

(8) J. Czechowicz: Polityka kryminalna ..., Chełmno 1769.

(9) W. Maisel: Archeologia prawna Polski, Warszawa-Poznań 1982, s. 196-197.

(10) T. Maciejewski, Narzędzia tortur (...), s. 37.


e-mailwaryl@panda.bg.univ.gda.pl


| Prawo karne | Zbrodnia i kara | Aktualności | Galeria | Inne strony |
| Początek | Zwroty i sentencje łacińskie | Kącik studenta | Info |

(C) J.Warylewski. 1998



Strona była odwiedzana od stycznia 1999 r.

|Katedra Prawa Karnego WPiA UG - strona domowa Prof. dra hab. Jarosława Warylewskiego|